I tak oto, przy dźwiękach maszyny do chleba powstaje post o inwestycji w... zdrowie. Gotowanie i pieczenie lubię sinusoidalnie. Czyli czasem kocham, czasem nienawidzę. Wszystko ZALEŻY. W dodatku jestem z
gatunku tych, co gotują na oko. Ujarzmienie wszystkiego w gramy i miary to dla
mnie udręka, toleruję jedynie te przepisy, gdzie mogę użyć szklanek i łyżek.
Właściwie to robię wyjątek, dla
ulubionego bloga Moje Wypieki ale i tak za każdym razem korzystam z zakładki z
przelicznikami wag i miar.
No dobrze, to może tytułem wstępu, co mnie natchnęło do pieczenia chleba? Uwaga, poznacie ciemniejszą stronę mojego ja: lenistwo i wygoda. Pieczenie chleba na masowa skalę rozpoczęłam tuż po narodzinach M. Zima, nocne wstawanie, zmęczenie i ta myśl, że pieczywo się kończy albo zaraz się skończy i że trzeba pomyśleć nad tym, kto biegnie… I nie, nie pocieszało mnie to, że 99% razy wypadało na męża. Dlatego postanowiłam wyciągnąć maszynę do chleba, którą dostaliśmy w prezencie na zamówienie i zacząć seryjną produkcję.
No dobrze, to może tytułem wstępu, co mnie natchnęło do pieczenia chleba? Uwaga, poznacie ciemniejszą stronę mojego ja: lenistwo i wygoda. Pieczenie chleba na masowa skalę rozpoczęłam tuż po narodzinach M. Zima, nocne wstawanie, zmęczenie i ta myśl, że pieczywo się kończy albo zaraz się skończy i że trzeba pomyśleć nad tym, kto biegnie… I nie, nie pocieszało mnie to, że 99% razy wypadało na męża. Dlatego postanowiłam wyciągnąć maszynę do chleba, którą dostaliśmy w prezencie na zamówienie i zacząć seryjną produkcję.
Po pewnym czasie doszło do mnie, że
właśnie poczyniłam jedną z najlepszych inwestycji.
Dlaczego? Dlatego, że kiedy w końcu
przysiadłam fałdów, aby policzyć, ile kosztuje nas upieczenie jednego bochenka
chleba, to wyszedł całkiem przyjemny wynik. Czy jest to czasochłonne? Może za
pierwszym lub drugim razem. Teraz nie zabiera mi to więcej niż 5 minut i często
robię to jeszcze w trakcie innej czynności, na przykład gotując obiad. Być może osoby, które zrezygnowały z z jedzenia pieczywa lub te, które nigdy tak naprawdę nie jadły dobrego chleba (naprawdę mam na myśli dobry chleb) nie zrozumieją mojego zachwytu. Bo ja jestem zachwycona. Uwielbiam, kiedy w domach roznoszą się przyjemne domowe zapachy. Gdy byłam dzieckiem moja mama przez ukrojeniem pierwszego kawałka robiła na chlebie znak krzyża, bo tak robiła z kolei jej mama i mama mojego taty. Z czasem ten zwyczaj zaniknął. Przyznam, że jako mama reaktywowałam go w swoim domu z wielkim wzruszenie.
Czego potrzebuję do upieczenia chleba?
Otóż im mniej składników tym lepiej. Podstawowych przepisów jest cała masa,
każdy ma sprawdzony swój. I ja też. Nam najlepiej smakuje ten, który ma w swoim
składzie wodę, mleko, mąkę jasną i mąkę razową, olej, sól, drożdże.
I tak, poszczególne składniki kosztują:
Mleko – 0,35gr
Mąka jasna – 0,70gr
Mąka razowa – 0,50gr
Drożdże – 0,30gr
Olej i sól – 0,20gr
Prąd – 0,60gr
Z tego wynika, że cały bochenek to koszt 2,65zł. Czy można
kupić taniej pieczywo? Można. Ale naprawdę męczy mnie jedzenie waty.
Ponadto podałam przepis na najprostszy chleb a prawda jest
taka, że wykorzystuję go jako nośnik dobra wszelakiego, które trudno byłoby mi
podać tak normalnie w ciągu dnia mięsożercom. No i umówmy się, nie zawsze mam
czas na zrobienie owocowego puddingu chia, który z wielkim prawdopodobieństwem
pozostałby w stanie nienaruszonym. Dlatego mielę i wrzucam co popadnie: nasiona
słonecznika, dyni, siemię lniane, nasiona chia, sezam, orzechy itd. Niektóre z
tych składników nie są super tanie, ale też ich ilość w chlebie nie jest
przesadzona, bo to jednak ma być chleb a nie jakiś tam keks. Szacuję (bo
przyznaję, że tego nie liczyłam), że koszty mogą wzrosnąć najwyżej o 0,50gr,
czyli do 3,15zł.
Nasz ulubiony chleb ze sklepu kosztuje 4,90zł, więc przy
wypieku naszego w wersji premium (czyli ze zdrowymi dodatkami) jestem 1,75zł do
przodu.
Co więcej 4,90zł płacę za półkilogramowy bochenek, zaś u
mnie wychodzi wagowo jakieś 600-700 gramów. W sklepie za podobną gramaturę
musiałabym zapłacić około 6-7zł.
Wypiek chleba to u mnie stała produkcja, ale uzależniona od
naszego apetytu, więc nie ma potrzeby, aby robić to codziennie. Czasem zdarza
się, że dla urozmaicenia kupimy ten ze sklepu.
1,75zł może i nie zachęca, ale jeśli policzę, że powtórzę to
co drugi dzień, to po roku mam w kieszeni 315zł! Mieć a nie mieć
To taka moja super inwestycja, dzięki której zyskuje mój
portfel oraz nasze zdrowie.
A do tego są i inne korzyści.
- Zero zagubionych bułek i czerstwego chleba
- Świeżynka zawsze wtedy, gdy potrzebuję
- Paczkę przynosi kurier
- Ciepła piętka z masłem zawsze moja. Jadłybyście? Bo ja kończę ten wpis właśnie ją przegryzając.
Ściskam!

Komentarze
Prześlij komentarz