Czytać o pieniądzach? Nic łatwiejszego!


http://kobietaipieniadze.pl/?ref=bramasole

Ponoć krytycy, to tacy niespełnieni pisarze, więc umówmy się, że tekst poniżej to nie recenzja. Książkę “Kobieta i Pieniądze. 7 kroków edukacji finansowej dla kobiet”, przeczytałam, zrobiła na mnie dobre wrażenie i polecam tę pozycję każdej przedstawicielce płci pięknej, która nie wie od czego zacząć i troszkę gubi się w gąszczu dostępnych propozycji z zakresu edukacji finansowej.


“Kobieta i Pieniądze. 7kroków edukacji finansowej dla kobiet” Dominiki Nawrockiej była jedną z pierwszych książek traktujących o pieniądzach, po którą sięgnęłam. W ogóle muszę się przyznać, że do tej pory z sukcesem unikałam wszelkich pozycji, które miały cokolwiek wspólnego z szeroko pojętym poradnictwem. Być może było to spowodowane tym, że kiedyś, “za młodu” skusiłam się na lekturę typu “jak radzić sobie z mężczyznami”. Po tym jednym tytule wyrobiłam sobie niesłuszne zdanie o wszystkich możliwych poradnikach i książkach edukacyjnych. Stałam się na nie odporna. Do tego stopnia, że przez ponad dekadę nie tknęłam nic, co choćby pachniało taką tematyką. Doszłam jednak do sytuacji, kiedy musiałam zmierzyć się ze swoją niechęcią, ponieważ skąd, jak nie z książek miałam dowiedzieć się o finansach osobistych? Oczywiście w grę nie wchodziły żadne podręczniki akademickie. Miały to być pozycje, które zostały napisane przez praktyków. 

Na książkę “Kobieta i Pieniądze. 7 kroków edukacji finansowej dla kobiet” trafiłam przez blog, który prowadzi Dominika Nawrocka. Zachęcona jej postami zapisałam się na newsletter a w prezencie otrzymałam fragment poradnika. Często korzystam z takich możliwości, by móc zapoznać się ze stylem autora. Dla mnie, osoby raczkującej w temacie finansów osobistych, ważne było, czy nie zniechęcę się już po kilku stronach, bo wszystko będzie napisane mało zrozumiałym dla mnie językiem. Jest to też dobry sposób na ocenienie, czy warto wydać pieniądze na własny egzemplarz.

I jak książka?
Zatem jak “Kobieta i Pieniądze”? Książkę czyta się niesamowicie szybko. Dominika ma lekkie pióro, ale nie leje wody. To pełne konkretów przemyślenia i rady zbudowane na fundamencie własnych błędów, doświadczeń i sukcesów. Miałam okazję niejednokrotnie słyszeć, jak autorka podkreśla, że cieszy ją niezmiernie, gdy słyszy, że książka jest łatwa do połknięcia.Z założenia chciała stworzyć treść, która będzie łatwo przyswajalna, wytrącając tym samym koronny argument osób, które twierdzą, że tematyka finansów jest stanowczo dla nich za trudna.
Zaczynając od spraw czysto technicznych, książka ma 163 strony. W sam raz na jeden wieczór. Szczerze myślę, że to książka idealna dla kobiet, które po raz pierwszy świadomie staną twarzą w twarz z własnymi finansami. Dlaczego? Przecież reguły gry w świecie finansowym są takie same dla każdego. Nie ma podziału na płeć, nikt nie dostaje forów, dlatego, że nosi spodnie. Liczy się tylko to, co robisz ze swoimi pieniędzmi. A skoro tak, to drogie panie, dlaczego tak wiele z nas uważa, że to facet jest od tego, by rządzić kasą? I co właściwie zwalnia nas z tej odpowiedzialności? Dominika na własnym przykładzie wyjaśnia nam, jakie niesie to za sobą ryzyko i konsekwencje.  Zdecydowanie powinna być przestrogą dla wielu kobiet.
Jedno jest pewne, mówiąc kolokwialnie kobiety mają bardziej przechlapane, tak pod względem biologicznym, jak i społecznym. Wiadomo, kto rodzi dzieci i musi zrobić sobie przerwę w pracy, do tego dochodzi możliwość szybszego przejścia na emeryturę, niższe wynagrodzenia i dłuższe życie. Trochę dużo tych niesprzyjających wiatrów. Dodajmy jeszcze niechęć i brak czasu na pilnowanie swoich interesów. Mamy mieszankę wybuchową, która eksploduje na starość i sprawia, że na emeryturze kobiety są po prostu biedne. Dlatego Dominika kieruje tę książkę do nich – aby je zachęcić i ośmielić do działania. Pokazuje, że finansowy diabeł wcale nie jest taki straszny, jak się go maluje.
Początek książki to uświadomienie gorzkiej prawdy o naszych przekonaniach na temat pieniędzy, tego, co wynieśliśmy z domu, ale również prawdy o naszych zachowaniach, gdy już sami zaczynamy zarabiać pieniądze, najpierw mniejsze, później coraz większe. O marzeniach, które porzucamy, bo ważniejszy stał się konsumpcjonizm i pogoń do tego, by mieć za wszelką cenę.
Autorka proponuje nam ciekawe ćwiczenie, które pomoże określić nasz schemat zachowań finansowych oraz naszą relację z pieniędzmi. Dziwne, że można mieć relacje z kasą? Można, co więcej ma ona ogromny wpływ na to, co z nią robimy. Czym ona w ogóle dla nas jest? Czymś dobrym, złym, mamoną? 
 
Wystarczy tylko 7 kroków
Gdy już przeanalizujemy swój finansowy profil psychologiczny, to w  dalszej części Dominika Nawrocka daje konkretne kroki, które należy wykonać w całym procesie oswajania finansów. I jak wskazuje tytuł, jest ich siedem.
Moja reakcja po przeczytaniu książki? Ej, to wszystko nie jest aż tak skomplikowane jak myślałam. Ale, ale – czy znam swój bilans? Czy wiem, jakie dokładnie ponoszę koszty i na co? Czy wiem, ile chciałabym na te koszty przeznaczać i dlaczego przekraczamy tę kwotę? Nie mogłam nic nie zrobić z tyloma pytaniami. Musiałam znaleźć na nie odpowiedzi. Musiałam wykonać pierwszy krok. Czy był trudny? Ponoć prawda zawsze boli:)
Z czasem stało się dla mnie jasne, że każdy z kroków muszę wykonywać systematycznie. Przykładowo bilans raz na rok. Koszty i budżetowanie co miesiąc a inwestowanie dopiero przede mną. Powoli wchodzi mi to w krew. Znajduję na to czas i robię to z ochotą. Myślę, że Dominika osiągnęła swój cel.
Książka jest doskonałą trampoliną do kolejnych lektur z zakresu finansów. Można dostać takich skrzydeł, że właściwie chce się od razu biec do księgarni lub biblioteki. To jej ogromny atut.
Podoba mi się również postawa autorki, która nie sili się, by za wszelką cenę udowodnić, że jest alfą i omegą, nie, ona wręcz wielokrotnie powtarza, że popełniała mnóstwo błędów i dalej je popełnia.  Ale nie ma zamiaru zejść z drogi, którą dla siebie obrała. Ja również.

Komentarze